... i w ten oto sposób doszło do pierwszego spięcia. Eh...
Przedwczoraj tak miło i przyjemnie zakończył się dzień. Śmiechy, zabawa...
Wczoraj natomiast - zgrzyt... dlaczego? Otóż dlatego, że hostka wkurzyła się wieczorem i z histerią w głosie pyta się mnie, czy ja myślę, że ich dom to hotel. Czemu nic tegoż dnia nic nie zrobiłam.
Uwaga. Wczoraj była sobota. Umówiliśmy się, że weekendy będę miała wolne. Więc nie rozumiem, czemu ona na mnie naskoczyła. W ogóle zauważyłam, że wraca z pracy wiecznie poirytowana. Już od progu widać irytację na jej twarzy. Wiem, że dostała jeszcze więcej obowiązków w pracy, ale to nie znaczy, że ma prawo się wyżywać na wszystkich. Na dzieci podnosi głos, gdy te nieco niezgrabnie jedzą śniadanie czy obiad i coś im spadnie ze stołu. Przecież to dzieci. Wczoraj po jej wybuchowej uwadze, stwierdziłam, żeby nie pogarszać sytuacji, to ogarnęłam po cichu salon i kuchnię. I zobaczyłam, że stały puste kieliszki po winie, które hostka lubi pić. Mój wniosek? Alkohol spowodował, że jej gniew czy też poirytowanie sięgnęło zenitu i padło na mnie. Chyba zapomniała, co ustaliłyśmy w mailach przed moim przyjazdem. Napisała wyraźnie, że weekendy będę miała wolne i że nawet poprzednia au pair wyjeżdżała na cały weekend do znajomych we Frankfurcie. To ja się pytam - co się zmieniło? Owszem, w papierkowej umowie, którą podpisaliśmy widnieje, że przysługuje mi 1,5 dnia wolnego w tygodniu. I teraz jak mam na to patrzeć?
Stwierdziłam, że wezmę się w garść. Chociaż naprawdę poczułam się mocno nieswojo. Tak jak do tej pory czułam się tu dobrze i chętnie z nimi chciałam spędzać czas, tak od tamtej pory straciłam jakby cały ten "aupairowy" zapał...
Następnego dnia rano, czyli dzisiaj, wstałam specjalnie wcześnie, żeby jej pomóc w ogarnięciu dzieciaków. No ale najwyraźniej dobrze im się wszystkim spało, bo wstali dopiero po 10 (a ja o 7 rano byłam już na nogach). A ponieważ host pracował na nocnej zmianie, i wrócił trochę po 10, to jak tylko się wyszykowali, tak od razu zeszli na dół i sobie gdzieś poszli. Usłyszałam tylko jak host zapytał się hostki, gdzie jestem. To odpowiedziała, że ciągle w swoim pokoju.
Potem wrócili po 12, przywieźli zakupy, zabrali ciasto, które host upiekł dwa dni wcześniej i znów gdzieś pojechali.
W tym czasie stwierdziłam, że napiszę do hostki smsa, w którym "przeproszę" za moje wczorajsze "zachowanie". I że przez to czuję się teraz źle i chcę to naprawić. Nie odpisała mi. Lecz kiedy wrócili po 15, to stanęłam w progu pokoju i gdy byli już na schodach, to się z nimi przywitałam. Host z uśmiechem się przywitał i również hostka uśmiechnęła się. Różnica polegała na tym, że host wyglądał normalnie, a ona sztucznie. Poszła na górę położyć Viktora, który zasnął w aucie, a Katharina poszła do siebie odrabiać lekcje. Więc został tylko host. Dobrze, że ich znajomy przyniósł pod ich nieobecność, domowy dżem, więc mogłam od czegoś zacząć rozmowę. Potem zapytałam się, czy mam w czymś pomóc. Powiedział, że na razie nie.
Gdy Katharina odrobiła lekcje, przyszła do mnie, żeby się z nią pobawić. Więc poszłam z nią do salonu i potem dołączył do nas host.
Przez cały dzień czułam się strasznie nieswojo, przez co straciłam apetyt i nic nie zjadłam. Wypiłam jedynie herbatę przez cały dzień.
Pod wieczór podeszłam do hostki i w sumie zamiast zapytać, czy w ogóle przeczytała mojego smsa, to tylko upewniłam się o której mam jutro rano wstać, żeby jej pomóc z dziećmi.
Jako że droga do szkół oraz do jej pracy przez 3/4 jest taka sama i będzie z nami szła, to mam nadzieję, że nie odbędzie się to w nieprzyjemnym milczeniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz